7/10
Bardzo nie lubię robić rzeczy w odwrotnej kolejności, czyli najpierw obejrzeć film, potem sięgnąć po książkę. Jednak czasami tak się zdarza. Tak też było w tym przypadku. I jak to zwykle bywa - okazuje się, że książka jest lepsza.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zekranizowane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zekranizowane. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 17 marca 2015
środa, 11 marca 2015
Śniadanie u Tiffany'ego - Truman Capote
5/10
W ramach nadrabiania filmowych zaległości, postanowiłam obejrzeć "Śniadanie u Tiffany'ego" , jednak najpierw trzeba było przypomnieć sobie książkę. Dawno, dawno temu już ją czytałam, ale niewiele pamiętam z lektury. I w sumie nic dziwnego - nie jest to książka, o której koniecznie chcę pamiętać.
czwartek, 18 września 2014
Zanim zasnę - S.J. Watson
Gdyby nie ekranizacja pewnie nie sięgnęłabym po książkę, ale skoro zdecydowałam, że chcę zobaczyć film, najpierw wypadało zapoznać się z historią w formie drukowanej.
sobota, 23 sierpnia 2014
Dziecko Rosemary - Ira Levin
Bardzo dawno temu oglądałam ekranizację "Dziecka Rosemary". Film Romana Polańskiego był mroczny, wciągający, momentami straszny. Gdy tylko zobaczyłam książkę w zapowiedziach wydawniczych wiedziałam, że muszę ją przeczytać!
sobota, 28 czerwca 2014
Hańba - John Maxwell Coetzee
Jest to druga książka afrykańskiego pisarza, którą czytałam. Pierwszą było "Dzieciństwo Jezusa" - powieść nie wprawiła mnie w zachwyt, ale też nie zniechęciła do autora, a to już sporo. Poza tym o"Hańbie" słyszałam wiele dobrego, no i znalazła się na mojej liście Książek, które jednak kiedyś przeczytam, więc postanowiłam dłużej nie zwlekać i odważyłam się spotkać z noblistą.
piątek, 21 lutego 2014
Zabić drozda - Nelle Harper Lee
Ostatnimi czasy dorosłam do tego, aby czytać książki, które powszechnie uznane są za klasykę i powieści kultowe. Nigdy nie miałam wątpliwości, że "Zabić drozda" do takich kategorii należy.
Gdy już cudownym zrządzeniem losu książka wpadła mi w ręce zaczęłam czytać.
I się zdziwiwiłam. Spodziewałam się czegoś innego. Tak naprawdę nie wiem do końca czego - po prostu nie tego, co zostało mi podane.
Książka została podzielona na dwie części - pierwsza skupia się wokół tajemniczego sąsiada głównych bohaterów Boo Radleya. Dzieciaki znając historię rodziny, boją się już samego domu Radley'ów; mimo to chcą się dowiedzieć czy Boo żyje i jak wygląda, dlatego też co chwila wymyślają jak go z domu wywabić.
Druga część zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu. Pan Finch (ojciec bohaterów) broni oskarżonego o gwałt na białej dziewczynie Murzyna. W Ameryce lat trzydziestych nie jest to łatwe zadanie. Nie dość, że sam Atticus ma z tego powodu wiele nieprzyjemności (jest nazywany m.in. kochasiem czarnuchów), to oskarżony Tom Robinson z góry stoi na przegranej pozycji. I rzeczywiście - mimo, iż wszystkie dowody to tylko poszlaki, Robinson zostaje skazany na krzesło elektryczne za zbrodnię, której nie popełnił. Jedak słowo białego człowieka ma większą wartość.
Książka w gruncie rzeczy podobała mi się, ale na ten inny sposób. Nie była to lektura, w której zatraciłabym się bez pamięci. Czytanie sprawiało mi średnią przyjemność, ale musiałam dobrnąć końca, bo chciałam poznać zakończenie.
Wolę powieści z wartką, wciągającą akcją, nie żałuję jednak, że sięgnęłam po tę pozycję.
wyd.: Rebis
stron 424
wydanie I (2006)
tytuł oryginalny: To Kill a Mockingbird
niedziela, 9 lutego 2014
"Złodziejka książek" kontra "Złodziejka książek", czyli po co poprawiać coś,co jest doskonałe?
Jako wielka miłośniczka „Złodziejki książek” z niecierpliwością czekałam na chwilę, kiedy będę mogła wreszcie zobaczyć
ekranizację. Aż w końcu nadszedł ten czas.
Z doświadczenia wiedziałam, że nawet najlepszy reżyser nie
byłby w stanie oddać niepowtarzalnego klimatu, jaki w powieści udało się
stworzyć Marcusowi Zusakowi.
Mimo to, na coś takiego przygotowana nie byłam.
Chris Columbus, reżyser serii o
Harrym Potterze udowodnił, że można zrobić przyzwoitą ekranizację książki.
„Igrzyska śmierci” też nie są najgorsze. Jednak oglądając „Złodziejkę książek”
miałam wrażenie, że realizatorzy filmu przeczytali co najwyżej streszczenie
powieści.
W osłupieniu wpatrywałam się w ekran co chwilę powtarzając:
ale to nie było tak! W książce czegoś takiego nie ma! Przecież to nie może być
żona burmistrza! To ma być Rosa?! I tak przez ponad 2 godziny.
Wierzę w to, że twórcy „Złodziejki książek” chcieli stworzyć
piękny film na podstawie pięknej książki. Jednak gdzieś po drodze coś zniknęło,
coś się pojawiło, coś się zmieniło... W rezultacie z bardzo dobrej książki
zrobiono bardzo przeciętny film.
Jedyna rzecz, do której nie mam zastrzeżeń to rewelacyjny
Geoffrey Rush w roli Hansa Hubermanna.
wtorek, 14 stycznia 2014
Gwiazd naszych wina - John Green
Trudno nie sięgnąć po książkę, którą każdy przeczytał lub ma zamiar to zrobić. Tym bardziej, że wszyscy ją zachwalają. To właśnie powodowało mną, gdy postanowiłam sięgnąć po powieść Johna Greena.
Gdy już umościłam się wygodnie w moim fotelu do czytania, uszykowałam sobie ulubioną zakładkę oraz dzbanuszek z czerwoną herbatą otworzyłam książkę i.... Nie, wcale nie zaczęłam czytać. Ja zaczęłam chłonąć opowieść wszystkimi zmysłami.
"Gwiazd naszych wina" to historia szesnastoletniej Hazel Grace Lancester, rok od niej starszego Augustusa Watersa i raka.
Hazel wie, że umrze. Jej choroba osiągnęła czwarte stadium, wystąpiły przerzuty z tarczycy do płuc.
Mimo to matka ciągle ją namawia żeby prowadziła normalne życie, jak każda inna nastolatka. Hazel jednak nie jest normalną nastolatką - dziewczyna nie może samodzielnie oddychać - wszędzie ciąga ze sobą butlę z tlenem, na noc podłączana jest do specjalnej aparatury. Nie chodzi do szkoły, dni upływają jej głównie na oglądaniu "American Next Top Model". I jeżdżeniu na spotkania grupy wsparcia dla dzieci i młodzieży chorej na raka. Hazel szczerze nienawidzi tych spotkań, sytuacja ulega jednak zmianie, gdy na jednym z mitingów pojawia się nowy chłopak. Jest to przyjaciel jednego z chorych.
Gus od razu zwraca uwagę na Hazel, z miejsca się zaprzyjaźniają, w przeciągu kilku dni zakochują się w sobie.
Hazel Grace obawia się tego uczucia, nie chce, aby chłopak musiał przeżyć jej śmierć.Uczucie okazuje się jednak silniejsze. Z Augustusem przeżywa najcudowniejsze chwile swojego życia. Zaczyna żyć, tak jak chciała jej mama - jak normalna nastolatka, która ma chłopaka.
Gus postanawia spełnić marzenie Hazel - zabiera ją do Amsterdamu na spotkanie z ekscentrycznym pisarzem, który przed laty napisał ulubioną książę Hazel, w której brak zakończenia. Dziewczyna chce dowiedzieć się co jak dalej potoczyły się losy bohaterów.
Wycieczka na inny kontynent to jedne z najcudowniejszych chwil jakie dane było dziewczynie przeżyć.
Powrót do Ameryki okazuje się bezlitosnym zderzeniem z rzeczywistością. Nowotwór atakuje ze zdwojoną siłą. I to nie tylko Hazel Grace. Augustus na badaniach kontrolnych dowiaduje się, że rak, po kilkuletniej remisji zaatakował całe jego ciało. Nie ma szans na wyleczenie.... Prosi swoją ukochaną, aby napisała mowę pogrzebową.
I tak oto Hazel traci ukochanego. Nie chciała, aby to on opłakiwał jej śmierć, stało się odwrotnie.
Przy okazji dowiaduje się, że jej mama od dwóch niemal lat studiuje korespondencyjnie. Ukrywała to przed córką, żeby ta nie pomyślała, iż ona nie jest najważniejsza.
John Green w swojej najgłośniejszej powieści w sposób niezwykle obrazowy i intensywny opisuje uczucia i rozterki nie tylko trawionych przez chorobę nastolatków, ale także ich rodziców, dla których nowotwór dzieci to życiowa tragedia, z którą nie zawsze potrafią sobie poradzić.
Ponadto jest to piękna historia miłosna, którą czyta się niemalże jednym tchem.
Ledwie zaczęłam i nim się spostrzegłam książka skończyła się łzami na moich policzkach.
W tym roku na ekrany kin ma trafić ekranizacja powieści.
wyd.: Bukowy Las
stron 312
wydanie I (06.02.2013)
tytuł oryginalny The Fault in Our Stars
Subskrybuj:
Posty (Atom)


.jpg)



