czwartek, 1 maja 2014

Pacynek - Guy Bass






   Poznajcie Pacynka! 
Jest to ni szmaciana lalka, ni chłopiec, z krzywymi szwami na głowie i niedopasowanymi oczami. 
   Był on pierwszym dziełem szalonego profesora Erasmusa.
Pacynek mieszka w zamku w Pierdziszewie. W zamku, w którym według mieszkańców straszy cała masa potworów i maszkar.
Po części jest to prawda - szalony uczony powołuje do niby-życia coraz to bardziej okropne i potworne potwory, ale dzięki Pacynkowi, który po kryjomu podaje im łagodzące eliksiry stwory te wcale nie są groźne.  Co więcej każdej nocy spotykają się w zamkowych komnatach, aby oddać się towarzyskim pogawędkom.
   Pewnego dnia zjawia się w Pierdziszewie wędrowna trupa dziwadeł, które szef chce zarobić wystawiając na pokaz różne osobliwe stworzenia. Jednak maszkary, które Świrr-Szukalski ma w swoich zastępach na nikim nie robią wrażenia. Postanawia on więc dostać się do zamku Straszydło, aby porwać profesora, który odtąd będzie mu produkował potwory.

   Czy mu się to uda?  Czy Pacynek po raz kolejny ocali swojego stwórcę? Jak na tłum ludzi zareagują potworni lokatorzy zamku? No i co to jest dyndu-dyndu?

   "Pacynek" to bardzo fajna bajeczka dla dzieciaków. Mimo, iż są w niej potworne potwory przekonuje, że niejednokrotnie ludzie są bardziej straszni, a z potworem można się zaprzyjaźnić.




wyd. Zielona Sowa
stron 192
wydanie I (2014)
tytuł oryginalny: Stitch Head

niedziela, 20 kwietnia 2014

Strych Tesli - Neal Shusterman, Eric Elfman


   Jako niepoprawna fanka Harrego Pottera często sięgam po książki, które mogą być w jakiś sposób podobne. Tak było i w tym przypadku.

   Czternastoletni Nick wraz z ojcem i młodszym bratem wprowadza się do starego domiszcza, w którym przede wszystkim trzeba zrobić porządek zanim da się tak zamieszkać na dobre. Dlatego właśnie bohater postanawia odgracić strych, aby móc tam sobie urządzić pokój. Wpada na pomysł urządzenia wyprzedaży garażowej - znosi wszystko przed dom, wystawia, jednak nie ma zbyt wielkich nadziei, gdyż właśnie tego dnia miasto nawiedza ogromna ulewa. Mimo strug deszczu lejących się z nieba przed domem Nicka zjawiają się tłumy sąsiadów, a chłopakowi udaje się sprzedać niemal wszystko. I tak właśnie zaczynają się kłopoty.

   Okazuje się bowiem, że przedmioty, które zostały sprzedane posiadają dziwne, magiczne(?) właściwości. Magnetofon nagrywa myśli, aparat robi zdjęcia przyszłości, światło lampy przyciąga ludzi jak magnes. Do tego u Nicka zjawia się jakiś podejrzany facet, który chce te przedmioty odkupić. Chłopak wie tylko jedno - z pewnością ten facet nie jest godny zaufania i za nic w świecie rzeczy ze strychu nie powinny wpaść w jego ręce.
Z powodu specyficznych właściwości różnych przedmiotów w mieście zachodzi szereg niepokojących czy zwyczajnie dziwnych zdarzeń.
   Nick z przyjaciółmi postanawia odzyskać wszystkie sprzedane "graty" i dowiedzieć się po pierwsze - skąd wzięły się na jego strychu, po drugie kim jest tajemniczy facet, który co jakiś czas go odwiedza.
   Rozwiązanie tej zagadki jest zaskakujące i niepokojące zarazem. Zatem koniec książki nie oznacza końca tej historii - z bohaterami spotkamy się w kolejnym tomie powieści.

   Co do samej książki - czyta się dość przyjemnie, ale niestety nie wciąga tak, jak przygody młodego czarodzieja z Hogwartu, i magii tu jest zdecydowanie mniej, ale dla zabicia czasu można przeczytać.

wyd.: Egmont
stron  320
wydanie I (16.10.2013)
tytuł oryginalny: Tesla's Attic

wtorek, 15 kwietnia 2014

Na dobranoc - wyniki konkursu!

   Witajcie. 
Na dobranoc postanowiłam przedstawić Wam wyniki losowania. O ile sprawa z "Avą Gardner" była w miarę prosta, o tyle z "Blaskiem trawy" było ciężej, ale maszyna losująca w postaci mojej dała sobie radę.





A książki powędrują do:



















Gratuluję!
Ze zwycięzcami skontaktuję się drogą mailową.

sobota, 12 kwietnia 2014

Miłość i medycyna (sądowa) - Alessia Gazzola



   Napis na okładce głosi: "Bridget Jones spotyka doktora House'a".
Nie, bardziej Bożenka z "Klanu" spotyka doktora Burskiego z Leśnej Góry. Czyli szału nie ma, oj nie ma.

   Niby kryminał, niby zabawny, nawet morderstwo zagadkowe i rozwiązanie nieoczywiste, ale jakoś tak marne to wszystko. Najbardziej w bohaterce podobało mi się to, że czytała Murakamiego. A to trochę mało...

   Nie potrafię określić jednoznacznie dlaczego książka mi się nie podobała. Ale jak się zorientowałam na jednym z portali o książkach, nie tylko mnie nie przypadła ona do gustu.
Studentka medycyny sądowej poznaje super-ciacho, okazuje się, że to syn jej przełożonego, którego ona nie znosi, oczywiście zakochują się w sobie od pierwszego momentu.
W Instytucie, w którym Alice pracuje nie idzie jej jakoś rewelacyjnie, musi się bardziej starać.
Zginęła młoda dziewczyna, Alice chce za wszelką cenę poznać przyczynę jej śmierci.

   I tyle - żadnych porywających zwrotów akcji... no nie... naprawdę nie musicie tego czytać, lepiej weźcie Murakamiego.

wyd.: Jaguar
stron 352
wydanie I (luty 2014)
tytuł oryginalny  L'allieva

niedziela, 6 kwietnia 2014

Konkurs!

   Ma ktoś ochotę na książkę? 
Do wyboru dwa tytuły.
Pozycja numer jeden to "Blask trawy pampasowej" Kaoliny Janowskiej.
Pozycja numer dwa  "Ava Garner rozmawia Lawrence Grobel"



      


Jeśli jesteście zainteresowani, zapraszam! 
Wystarczy zostawić komentarz, wybrać książkę i czekać :)



czwartek, 27 marca 2014

Chemia śmierci - Simon Beckett


 Plan był taki - czytam "Chemię śmierci", a potem reportaż o Marylin i JFK. Jednak nie dało rady. Tak polubiłam Davida Huntera, że gdy tylko skończyłam pierwszy tom cyklu od razu zapragnęłam więcej.

 Do serii Becketta koleżanka namawiała mnie od dawna. Ale zawsze było coś innego, nowszego do przeczytania.
Teraz jednak wiem, że nie odpuszczę póki nie zamknę "Wołania grobu" na ostatniej stronie.
  
  "Chemia śmierci" ma wszystko to, co jako wielka fanka serialu "Kości" lubię. Muchy, larwy, robale, rozkładające się zwłoki, morderstwa i antropologa. Dodatkowo muszę przyznać, że tajemnicze zniknięcia/porwania kobiet i okrutne morderstwa są świetnie opisane. No i zabójca - podejrzewa się a b s o l u t n i e  każdego z bohaterów, a i tak byłam w szoku, kiedy sprawa się wyjaśniła. I trudno było mi w to uwierzyć.

 W tym miejscu dziękuję Sylwii za namówienie mnie do przeczytania "Chemii śmierci" i wracam do mojej kawy i tego, co "Zapisane w kościach".

wyd.:Amber
stron 248
wydanie V (2013)
tytuł oryginalny: The Chemistry of Death

Samolot bez niej - Michel Bussi


   Dawno już nie czytałam książki, w której do samego niemal końca nie potrafiłam rozwikłać zagadki.  A zagadka, którą zaserwował nam autor jest niebanalna.

 Z katastrofy samolotu Stambuł - Paryż ocalała jedna osoba - trzymiesięczna dziewczynka. Gdy trafia do szpitala niespodziewanie zgłaszają się dwie rodziny, twierdząc, że to ich wnuczka.
Rodziny nie znają się i tu pojawia się problem: czy dziewczynka to Lyse - Rose, córka Veronique i Alexandra de Carvile czy może jest to Emilie Vitral, której rodzicami byli Stpehanie i Pascal?
Sprawę ma rozwikłać sąd. Ale jak to zrobić, kiedy brak jest jakichkolwiek wskazówek, śladów, poszlak.
Jedni i drudzy dziadkowie twierdzą, że dziewczynka to ich wnuczka, jedynym pewnikiem w sprawie jest fakt, iż jedni i drudzy rodzice lecieli feralnym lotem.
   De Carvile to rodzina bogata i wpływowa, Vitralowie z kolei żyją skromnie, nie mają wpływowych znajomych ani żadnych koneksji.
Sąd w końcu podejmuje decyzję, że ocalałą dziewczynką jest Emilie Vitral, a jej jedynymi opiekunami zostają dziadkowie Nicole i Pierre. Emilie ma także 2 lata starszego brata Marca.
  Rodzina de Carville nie zamierza się jednak poddać - wynajmują detektywa, który dopóki dziewczynka nie ukończy 18 lat ma prowadzić śledztwo, aby ostatecznie rozwiać wszelkie wątpliwości.
Przez cały ten czas jednak nie udaje mu się nic osiągnąć, aż do ostatniego dnia, kiedy zupełnym przypadkiem odkrywa prawdę. Jednak nie ma okazji jej ujawnić.
 Tymczasem Emilie dorasta, to co łączy ją z Markiem nie jest zwykłym siostrzanym uczuciem... Babcia Emilie zna już prawdę, czy pozna ją także Mark i bohaterka całej historii, czy dowie się kim naprawdę jest?

 Książka napisana jest w taki sposób, że nie sposób się od niej oderwać już od pierwszej strony - dosłownie. Jest tak nieprzewidywalna, tak zagmatwana, że może się w głowie zakręcić.  A rozwiązanie całej tajemnicy tak nieprawdopodobne, niepodziewane, że czytamy z otwartą buzią i wytrzeszczonymi oczami.
 Końcówka jest tak dobra, że przez ostatnie 150 stron, szkoda było mi stracić chwilę czasu na siusiu, naprawdę!

wyd.: Świat Książki
stron: 464
wydanie I (19.02.2014)
tytuł oryginalny Un  avion sans elle