Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 maja 2026

Mała kwiaciarnia w Tokio - Yukihisa Yamamoto

8/10



    Uwielbiam klimat jaki w swoich powieściach buduje Haruki Murakami. Nie przypadły mi jednak do gustu tak popularne w ostatnim czasie książki koreańskie o tajemniczych księgarniach, sklepikach i innych dziwach.

piątek, 27 maja 2022

niedziela, 27 października 2013

Traktat o łuskaniu fasoli - Wiesław Myśliwski



   Po tę książkę sięgnęłam z ciekawości. Najbardziej chyba zainspirował mnie wpis Marty na jej blogu . Poza tym kilka osób wspominało o niej, wypowiadając się w samych superlatywach, więc czemu nie? 

Książkę przeczytałam, nie była to jednak lektura łatwa.

   Myśliwski ma to do siebie, że pisze tak, a nie inaczej i to stanowi o charakterze jego publikacji. Mimo, iż "Traktat..." napisany jest językiem przystępnym i bardzo zwyczajnym nie da się go pochłonąć w jeden wieczór.Takie jest moje zdanie. 

   A o czym jest książka? Okładka głosi, że jest to księga przypadku i przeznaczenia. 

   Główny bohater - człowiek prosty, majster i dozorca  podejmuje w swoim domku Gościa, który przyszedł kupić fasolę. Nie wiadomo kim on jest, można się jedynie domyślać. Bohater wraz z Gościem wspólnie łuskają fasolę, podczas tej żmudnej pracy dozorca snuje swą opowieść o życiu.

   O latach młodości, o czasie wojny, o swoim dorosłym życiu. W tej opowieści każdy czytelnik odnajdzie coś, co zapewne już zna. Jeśli nie ze swojego życia, to z opowieści rodziców, dziadków. 

   Mimo, iż Myśliwski zrezygnował z bogatego języka i wzniosłych słów, w "Traktacie o łuskaniu fasoli" jest kilka cytatów tak pięknych w swej prostocie, że aż dziw bierze. Moje ulubione to:

"Książki to także świat, i to świat, który człowiek sobie wybiera, a nie na który przychodzi." "Miłość to niedosyt istnienia."

   O "Traktacie..." napisano już wiele, także ja poprzestanę na tym, co powyżej. Dodam tylko, że książka - mimo, iż polska - podobała mi się. Wiadomo, że książki, mogą "podobać się" w różny sposób. Mnie się ona podobała w ten specyficzny sposób, w który podobają się człowiekowi rzeczy ciężkie, ale wartościowe, takie z których coś pozostanie. 


wyd.: Znak
stron: 400
wydanie II (2010)

sobota, 26 stycznia 2013

Życie Pi



   Uczciwie przyznam, że o książce dowiedziałam się dopiero,  gdy na ekrany kin wszedł film Anga Lee. Po obejrzeniu trailera stwierdziłam, że "Życie Pi" najpierw chcę przeczytać. I tu pojawił się problem. Książki nigdzie nie można było dostać. Na serwisie aukcyjnym cena jednego egzemplarza osiągała cenę ok 200 zł... Ale wydawnictwo Albatros zrobiło miłą niespodziankę mi i jeszcze paru innym czytelnikom i wypuściło na rynek wznowienie w bardzo ładnej okładce filmowej.


   Gdy książka już trafiła w  moje ręce, na początku poczułam się nieco rozczarowana - cały rozdział poświęcony leniwcowi trójpalczastemu nie był zbyt obiecujący... Później też raczej przypominało to poradnik dla osób pragnących otworzyć zoo. Jednak z czasem powieść zaczęła mnie intrygować, chciałam wiedzieć jak potoczą się losy tytułowego bohatera.


   Książka podzielona jest na trzy części: pierwsza to opis życia Piscine'a przed wyruszeniem w wielką podróż, akcja drugiej części rozgrywa się na Ocenie Spokojnym, natomiast ostatnia stanowi zakończenie i rozgrywa się w meksykańskim szpitalu.

   Historia, którą Martel przedstawił w "Życiu Pi" jest ciekawa, intrygująca, raczej nierealna. W dzisiejszym świecie szesnastolatek na tratwie, na środku oceanu, mający za jedynego towarzysza tygrysa bengalskiego byłby na pierwszych stronach wszystkich dzienników i w każdych wiadomościach. I świat dowiedziałby się o tym o wiele wcześniej niż po ponad 7 miesiącach dryfowania... 


   Zaskoczeniem dla mnie było zakończenie - ostatnia opowieść Pi namąciła mi trochę w głowie. 


   Sama nie wiem czy książka mnie rozczarowała czy nie. Mam z nią autentyczny kłopot. Po trailerze filmu i zachwytach koleżanki spodziewałam się czegoś lepszego, bardziej porywającego, jednocześnie nie jestem na tyle zawiedziona, żebym mogła z całą pewnością powiedzieć: nie, nie podobała mi się.
   
   Jeśli zdecydujecie się przeczytać, albo już jesteście po lekturze najgłośniejszej książki Yanna Martela, podzielcie się ze mną proszę swoimi wrażeniami.


wyd.: Albatros
stron: 399
rok wydania: 2012